Byłam wczoraj od 20 do 23 na salsa party.
Tańczyłam może z 10 utworów. Nie forsowałam się, raczej przestępowałam z nóżki na nóżkę. I piłam soczek, kiedy inne dziewczyny wino. I dopiero po czwartym mają odwagę tańczyć.
Jak stwierdziłam, że jest za głośno i nie chcę, żeby moje dziecko było głuche, wyszłam.
Albo co gorsza, będzie latynosem w opinających spodniach-wrzynkach z rozpiętą koszula na torsie. Fuuu.
Wróciłam taksówką, bo ostatni autobus odjechał.
Tymczasem Tatuś na wyjeździe zarabia pieniążki.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz